|
wtorek, 30 sierpnia 2011
tak, był mi zdecydowanie potrzebny. nie rozwiązał co prawda problemów, ba nawet dołożył nowe sprawy do przemyśleń, ale był potrzebną chwilą relaksu. jego uzupełnieniem stał się spokojny obiad z letnimi warzywami, bez nadmiernego stania w kuchni. sos ten pasuje po prostu do makaronu, albo jako dodatek do pieczonych i smażonych mięs i ryb.

bakłażan z czosnkiem i pomidorami 3 długie bakłażany, 2 drobno posiekane ząbki czosnku, 1-2 pomidory, oliwa, sól, pieprz bakłażany przekroić wzdłuż na ćwiartki. posolić i zostawić na 15 min., opłukać i pokroić naw 2 cm kawałki. na patelni rozgrzać oliwę i na niej zrumienić czosnek. dodać bakłażan, posolić, popieprzyć, przykryć patelnię i dusić 15 min. dodać pokrojone pomidory i dusić kolejne 10 min. jeśli będzie za dużo płynu odkryć patelnię i odparować sos.
niedziela, 28 sierpnia 2011
Czasem zastanawiam się, czy ludzie piszący do gazet zastanawiają się co inni ludzie, ci którzy ich czytają, zapamiętują. Myślę tu akurat o sobie. Czytałam kiedyś w wysokich obcasach felieton Kręglickiej o gazpacho i zapamiętałam mniej więcej składniki i fakt iż to była zupa ubogich rolników. Gdzieś mi umknęło, że ci rolnicy akurat tę zupę robili z wody, oliwy i chleba, więc zastanawiałam się, jak oni te pomidory i paprykę rozdrabniali...

gazpacho 75 dkg pomidorów, 2 papryki, ogórek, cebula, 2 ząbki czosnku, 1 łyżka octu winnego, 1 łyżka oliwy, sól pomidory sparzyć i obrać ze skórki. z papryki usunąć nasiona. cebulę obrać i pokroić w kostkę (żeby łatwiej było zmiksować). czosnek rozetrzeć z solą. wszystko zmiksować, dodać ocet i oliwę i ponownie zmiksować. wstawić na min. 2 godziny do lodówki. jeśli gazpacho jest zbyt rzadkie można dodać kromkę białego pieczywa w trakcie miksowania. gotowe danie posypać posiekaną drobniutko czerwoną cebulą lub grzankami.
piątek, 26 sierpnia 2011
w pracy dziś ludzie zamawiali z targu żołądki indycze. mam nadzieję, że ktoś przyniesie coś w poniedziałek do spróbowania, bo gorąco zniechęca mnie do podchodzenia do kuchenki i nie skusiłam się na nie. ale znalazłam w otwartych zakładkach przepis, który muszę zanotować na chłodniejsze dni. gotuję w szybkowarze, bo zdecydowanie przyspiesza czas gotowania. w zwykłym garnku czas trzeba wydłużyć prawie dwukrotnie.

ozorki w sosie koperkowym 4 ozorki, włoszczyzna bez kapusty, ziele angielskie, liść laurowy sos: pęczek koperku, 3 łyżki masła, 3 łyżki maki, 3 łyżki śmietany, sól, pieprz umyte ozorki wrzucić do wrzątku, zszumować i dodać oczyszczoną włoszczyznę. zamknąć szybkowar i gotować ok. 1-1,5 godziny. ozorki wyjąć z wywaru lekko ostudzić i obrać ze skórki. pokroić w ukośne plastry, włoszczyznę pokroić w słupki*. trzymać w cieple. do roztopionego masła dodać mąkę i zrobić jasną zasmażkę**, rozprowadzić ją przestudzonym wywarem. zagotować. koperek drobno posiekać, dodać do sosu, zagotować. dodać ozorki i włoszczyznę. po zdjęciu z ognia dodać śmietanę.
* słupki pokrojone wcześniej mogłyby się rozgotować, ale nie sprawdzałam tego. ** tuczące, ale dobre
sobota, 18 czerwca 2011
W poszukowaniu folkloru regionu częstochowskiego trafiłam na bardzo ciekawą informację: Odnaleźliśmy także potrawy, które ponoć mają korzenie w kuchni żydowskiej jak podaje książka "Czas na potrawy regionalne" tam podana jest nazwa ciulim z Lelowa myśmy ją odnaleźli pod nazwą kocmouch lub kugiel i w samej Częstochowie, jak i pobliskim Mstowie, i Kłobucku. Jest to placek pieczony z tartych ziemniaków z przyprawami z dodatkiem mięsa (żeberek) lub boczku. W Lelowie nawet na jego temat śpiewane są piosenki; np.
Ciulimie, ciulimie dziś cię to nie minie Wyboru nie mamy, dziś cię pozjadamy. Są to smakołyki, bo są w nich indyki, Gęsiami kraszone, pieprzem opieprzone
Niech się wszyscy śmieją, lecz nie rozumieją, Że przysmak Lelowa, swój zwyczaj zachowa, bo czy to na chrzciny, czy na imieniny, żadna to nowina, ciulimem gościna.
źródło: Chodźta... obejrzyjta
Dwie rzeczy mi się skojarzyły po przeczytaniu tego tekstu: 1. korzenie w kuchni żydowskiej + dodatek żeberek lub boczku. Uczniowie chyba czegoś nie doczytali w tej piosence... 2. wspomnienia mego ojca z imienin urządzanych w jego czasach kawalerskich. Clou programu była babka ziemniaczana pieczona przez jego mamę, z dodatkiem boczku lub skwarek. Pochodzenie - podlasie. Nie wiem, czy ktoś spróbował znaleźć inspiracje tego dania w kuchni żydowskiej.
środa, 08 czerwca 2011
piątek miał takie dziwnie krótkie popołudnie. ledwie odebrałam dziecko z przedszkola, a już się spóźniłam na wernisaż. odpuściłam obiad zakładając, że rodzina w domu poradzi sobie, ostatecznie w lodówce nie wiało pustką, a ja wytrzymam jeszcze godzinę. wytrzymałam jeszcze trzy i wróciłam do domu z żołądkiem przyklejonym do kręgosłupa. i co? i oczywiscie zapomnieli, że przydałoby się zjeść. za to następnego dnia sąsiadka przyszła się wytłumaczyć, czemu młodej nie poczęstowała zupą, gdy ich odwiedziła i tak się przyglądała, jak jej dzieci grzebały w talerzach i pytała, czy smaczne. ona miała dokładnie odmierzone tylko dla nich. poczułam się jak wyrodna matka, która napuszcza dziecko na talerze obcych... wracając do piatkowego wieczoru, gdy minęła złość, że nic nie ma gotowego do jedzenia. obejrzałam zawartość lodówki i stwierdziłam, że ani chybi hiszpański omlet będzie najlepszym rozwiązaniem. trochę oszukany, bo z wykorzystaniem już ugotowanych ziemniaków, i z paseczkami szynki podsuszanej, ale nie wiem, czy istenieje tylko jedna słuszna wersja przepisu ;)
tortilla de patatas 3 ziemniaki, po 2 jajka na osobę, 1 drobno pokrojona cebula, oliwa, sól, pieprz ziemniaki pokroić w półplasterki i smażyć aż będą miękkie, ale nie rumiane (dzięki ugotowanym ziemniakom ten moment znacznie się skrócił, bo tylko je podgrzałam). oddzielnie na oliwie zeszklić cebulę. w miseczce roztrzepać jajka, dodać ziemniaki i cebulę (ja tu dodałam paseczki szynki), wlać na patelnię. kiedy spód będzie ładnie zrumieniony, zsuwamy delikatnie omlet na talerz, przykrywamy patelnią i szybkim ruchem odwracamy wszystko. podsmażamy na małym kilka minut, żeby obie strony były równomiernie złociste, a omlet w środku nie był surowy.
niedziela, 05 czerwca 2011
jak nigdy dotąd, na targu były zielone szparagi, więc na naszym stole zjawiały się co drugi dzień. w końcu też trafiłam na formę akceptowaną przez dziecię, co należy uznać za szczególny sukces, bo mimo że niewybredna, to jakoś nieszczególnie zainteresowana szparagami. na przepis autorstwa pana Tomasza Białasa trafiłam też dzięki akcji "3"

risotto z zielonymi szparagami pęczek zielonych szparagów, 1 cukinia (ok. 20 dkg), 20 dkg ryżu, 200 ml białego wytrawnego wina, 3/4 litra bulionu warzywnego, 1 biała cebula, 1 ząbek czosnku, 1 łyżka oliwy, 50 g masła, 50 g parmezanu, sól, biały pieprz, natka pietruszki, rukola obraną cebulę i czosnek posiekać, następnie wrzucić na rozgrzaną oliwę wymieszaną z połowę masła i zeszklić. dorzucić pokrojone na 4 cm kawałki szparagi i cukinię pokrojoną w półplasterki o grubości 1 cm. chwilę smażyć i wsypać ryż, i znowu chwilę smażyć, aż stanie się szklisty. podlewamy winem i odparowujemy. po łyżce wazowej dolewamy bulion, często mieszając. wg autora powinniśmy osiągnąć konsystencję lawy! gdy ryż jest gotowy dodajemy resztę masła, posiekaną natkę i tarty parmezan. doprawiamy solą i pieprzem, a na talerzach ozdabiamy rukolą.
piątek, 03 czerwca 2011
ten przepis należy potraktować jako bazę do stworzenia swojej indywidualnej wersji włoskiej sałatki z ryżem. można dodać tuńczyka, pieczone mięso, jaja na twardo, karczochy i różne gatunki sera. moja wersja jest z pieczoną karkówką, majonezem i musztardą francuską.

zwykła sałatka z ryżem 1 szkl. krótkoziarnistego ryżu, 4 łyżki oliwy z oliwek, 2 średnie niezbyt miękkie pomidory, 1 średni ogórek, 1 łyżka kaparów, 20 zielonych oliwek bez pestek, 15 dkg ementalera, 6 liści bazylii ryż należy ugotować al dente, odcedzić i przelać zimną wodą, żeby przerwać proces gotowania. ponownie odcedzić, przełożyć do salaterki i wymieszać z oliwą potrząsając naczyniem. obrany ogórek i ser pokroić w kostkę, pomidory w ósemki, oliwki w plasterki. bazylię porwać na kawałki i razem z kaparami i pozostałymi składnikami wymieszać z ryżem.
wtorek, 31 maja 2011
w ubiegłym tygodniu radiowa 3 rozpoczęła kulinarne czwartki. zaczęli od szparagów, a zważywszy na moją wczorajszą zdobycz, to ja zaraz za nimi!

makaron z zielonymi szparagami paczka kokardek (bo ładniej wyglądają), pęczek zielonych szparagów, 4 pomidory, 20 dkg wędzonego łososia, 4 łyżki śmietany, 1 łyżka oliwy, czarny pieprz zielonych szparagów nie trzeba obierać, wystarczy odciąć białe końce. ugotować w osolonej wodzie (ok. 7-10 min.). na rozgrzaną oliwę wrzucić pokrojonego w paski łososia. dodać pomidory pokrojone w 2 cm kostkę. przyprawić pieprzem i dodać pokrojone na 3 cm kawałki szparagi i śmietanę. zagotować i wyłączyć. sos wymieszać z ugotowanym makaronem.
poniedziałek, 30 maja 2011
wymyśliłam sobie danie jednogarnkowe i przyznam, iż nie podejrzewałam, że kupno czarnej rzepy może graniczyć z cudem. rekompensatą przynajmniej jest to, że trafiłam na świeże zielone szparagi, których grubość nie była zbliżona do ołówka!

duszona rzepa z wędzonką ok. 1,5 kg czarnej rzepy, 35 dkg cebuli, 0,5 kg wędzonki, 1 łyżka oleju, sól, pieprz, 2 szkl. wody, 75 dkg ziemniaków rzepę obrać, umyć i pokroić w kostkę o boku nie większym niż 1 cm. obraną cebulę posiekać. 1/4 wędzonki pokroić w kostkę, a resztę w plasterki. na rozgrzanym oleju przesmażyć pokrojoną w kostkę wędzonkę, dodać do niej cebulę i rzepę. poddusić razem chwilę, po czym ułożyć na wierzchu plastry wędzonki i podlać wodą. dusić pod przykryciem ok 25 min. obrać ziemniaki i również pokroić w kostkę. po upływie tych 25 minut wyjąć plastry wędzonki, przyprawić solą i pieprzem, dodać ziemniaki i ponownie przykryć wędzonką. dusić pod przykryciem następne 15 minut.
czwartek, 21 kwietnia 2011
chyba na każdym wielkanocnym stole gości biała kiełbasa. w ramach niespodzianek babcia nam sprzedała nowy sposób na jej upieczenie.
pieczona biała kiełbasa 1 kg białej, surowej kiełbasy, 1 butelka piwa "karmi", mielona słodka papryka, po łyżce: ziarenka pieprzu i ziarenka ziela angielskiego, 4 liście laurowe, olej naczynie żaroodporne natłuścić i w nim umieścić nakłutą widelcem kiełbasę. po 15 minutach wlać piwo, dorzucić pieprz i ziele angielskie, liście laurowe. a kiełbasę oprószyć papryką. piec jeszcze 45 min.
poniedziałek, 21 marca 2011
wracając jeszcze do bułkowego weekendu, następnego dnia przetestowałyśmy kolejny przepis ze zbioru Izabeli, tym razem były to
okrągłe bułeczki lub bułki paryskie 1 opakowanie suchych drożdży, 1 łyżka cukru, 1 szkl. wody, 0,5 kg mąki pszennej, 1 łyżeczka soli, 4 łyżki oleju w dużej misce wymieszać wszystkie składniki i wyrobić. pozostawić pod przykryciem do podwojenia objętości. wtedy formujemy bułeczki. wierzch można naciąć i posmarować jajkiem lub lodowatą wodą z solą. piec w 220 st.C przez 10-20 minut.
niedziela, 20 marca 2011
zatęskniłam za bułkami ostatnio i z tęsknoty tułałam się po różnych blogach. trafiłam do Izabeli i znalazlam coś o czym już kiedyś czytałam, czyli
nocne bułeczki 3 szkl. mąki pszennej, 1 łyżka mąki ziemniaczanej, 1 łyżka cukru, 1 opakowanie suchych drożdży, 0,5 szkl. wody, 0,5 szkl.mleka, 1 łyżeczka soli, 50 ml oleju do posmarowania: 1 jajo, coś do posypania (sezam, kminek, czarnuszka, słonecznik) przesieć mąkę i dodać do niej pozostałe sypkie składniki. wlać wodę, mleko i olej. wymieszać i zagniatać przez 5 min. zostawić na 5 min. i znowu zagniatać, ale przez 3 min. miskę naoliwić lekko i przełożyć do niej ciasto, przykryć i odstawić na noc do lodówki. rano ciasto podzielić na 12 części. ulożyć na blasze i pozostawić do urośnięcia na 20 min. piekarnik z termoobiegiem nagrzać do 200 st. C. bułeczki posmarować roztrzepanym jajem i posypać ziarnami.
zupełnie przez przypadek (czyt. niedoczytanie) dodałam jajko do ciasta, przez co ciasto było dość rzadkie. zupełnie świadomie moje dziecko wrzuciło w trakcie wyrabiania garść rodzynek. pierwsza i druga czynność nie popsuła wypieku.
sobota, 19 lutego 2011
warzywo, którego nie lubisz najbardziej... brukselka

zapiekanka z jajkami sadzonymi 1 kg ugotowanej brukselki, 4 duże ugotowane ziemniaki, 1 szkl. maślanki, 15 dkg wędzonego łososia w plastrach, 10 dkg ostrego sera, 6 jajek, 2 ząbki czosnku, majeranek, słodka papryka, sól, pieprz ziemniaki utłuc na pure z maślanką, zmiażdżonym czosnkiem i przyprawami. wymieszać z brukselką i wyłożyć do dużej prostokątnej formy. posypać starkowanym serem, rozłożyć plastry łososia. łyżką zrobić wgłębienia, do których wbić jajka. piec ok. 25 min. w 200 st.C.
poniedziałek, 14 lutego 2011
Potomstwo oglądając Mulan podchwytliwie spytało Mamo, zrobisz obiadek zjemy go patyczkami?Pojedziemy do Chin, żeby się nauczyć jeść patyczkami? No to zrobiłam. Dziecko lekko się zmęczyło pracą i spytało ponownie podchwytliwie pojedziemy do Chin nauczyć się jeść patyczkami?
ryż smażony z kurczakiem 1 pierś kurczaka, 2-3 szkl. ugotowanego ryżu, 2 małe cebule, 3 roztrzepane jajka, 1/2 szkl. zielonego mrożonego groszku, 2 łyżki sosu sojowego, 2 łyżki wódki (najlepiej ryżowej), pęczek dymki, sól, pieprz, olej kurczaka pokroić w kostkę. wymieszać go z marynatą przygotowaną z sosu sojowego i wódki, odstawić na ok. 30 min. na łyżce oleju usmażyć kurczaka, odcedzić i odłożyć na później. cebule pokroić w piórka i smażyć, aż będzie przezroczysta. dołożyć do odłożonego kurczaka. na patelnię wrzucić ryż na 5 min. przyprawić, dodać cebulkę i kurczaka. w środku ryżu zrobić dołek. wlać pół łyżki oleju i wlać jajka. smażyć aż się mocno zetnie. wymieszać z ryżem, wsypać groszek i chwilę jeszcze smażyć. gotowe posypać posiekaną dymką.
sobota, 29 stycznia 2011
Powody poprzedniowpisowe spowodowały, że zapasy przepisów leżą niezapisane, jeśli szybko tego nie zrobię przepadną bez wieści. Tu dodatek do mocno sosowego obiadu
klops ziemniaczano-gryczany 500 g obranych i ugotowanych ziemniaków, 300 g kaszy gryczanej, 250 g twarogu półtłustego, 250 ml mleka, 40 g masła, 40 g żółtego sera, 1 jajko, sól, pieprz kaszę ugotować w mleku, ale wyjąć ją z niego jakieś 5 min. przed standardowym końcem gotowania. ziemniaki z twarogiem zetrzeć na drobnych oczkach tarki jarzynowej, dodać kaszę, roztopione masło, jajko i przyprawy,wyrobić. keksówkę wyłożyć papierem do pieczenia, ułożyć w niej masę i posypać tartym serem żółtym. klops piec w piekarniku rozgrzanym do 200°C przez około 30 minut. przed pokrojeniem lekko przestudzić. można go też odsmażać na patelni.
środa, 12 stycznia 2011
zasadniczo nie zmieniło się od 4 lat, kiedy to ostatni raz przebywałam w szpitalu. chleb z masłem i słone zupy o szarym kolorze. o żywienie chorych ma dbać ostatecznie jego rodzina, a nie państwo. wyobraźnia mogła więc do woli pracować :)
sałatka z melonem 35 dkg makaronu "kokardki", 1 dojrzały jasno-żółty melon, puszka tuńczyka w oliwie, 1 jabłko, 1 czerwona cebula, 2 łyżki majonezu, 2 łyżki ketchupu, 2 łyżki soku z cytryny, sól, pieprz Ugotować makaron. Obrany melon pokroić w kostkę 1x1 cm. Obrane jabłko pokroić w paski. Cebulę drobno posiekać. Tuńczyka rozdrobnić nie wylewając oleju, dodać ketchup, majonez i sok z cytryny, sól i pieprz. Wszystkie składniki wymieszać z sosem.
czwartek, 23 grudnia 2010
oczyszczamy lodówkę przed wyjazdem i u grumków odkryłam, że z kaszy gryczanej można zrobić świetną sałatkę
sałatka z kaszy gryczanej 2 torebki ugotowanej kaszy gryczanej, 20 dkg sera edamskiego, 10 dag kiszonych ogórków (2 średnie szt.), 1 żółta papryka, 1 duże jabłko, 1 czerwona cebula, 2 łyżki białego octu winnego, 3 łyżki oleju, sól, pieprz, natka pietruszki do posypania Cebulę, paprykę i jabłko oczyścić i pokroić z małą kostkę. Ogórek obrać i zetrzeć na tarce jarzynowej. Ocet wymieszać z olejem, solą i pieprzem. Sos wymieszać ze wszystkimi składnikami, dać im się przegryźć, po czym posypać posiekaną natką.
środa, 15 grudnia 2010
myślałam, że będzie trzeci wpis z zastosowaniem białej mąki, ale znalazłam karteluszek z przepisem Nigelli
sałatka z wątróbką drobiową 300 g wątróbki, 2 łyżki oliwy, pudełko rucoli, 1 łyżka octu sherry, 1 łyżeczka syropu klonowego*, sól morska w dużych kryształkach rumienimy na oliwie oczyszczone wątróbki (w środku mogą pozostać różowe) i wyjmujemy je z niej. na ich miejsce wlewamy syrop i ocet, mieszamy. na umytej sałacie rozkładamy wątróbki, polewamy sosem i posypujemy solą.
* zamiast syropu klonowego użyłam syropu z buraków cukrowych, bo akurat taki miałam w lodówce, i świetnie się do tego nadał
poniedziałek, 13 grudnia 2010
4 urodziny człowieka to zasadniczo wyzwanie dla rodziców, takie samo jak co roku, póki człowiek nie ukończy wieku, w którym już nie chce kinderbalu i tortu z bohaterem bajki. Postanowiłam zrobić tort - taki zwykły z krążkami biszkoptowymi przełożonymi jakimś kremem, ale przypomniało mi się, że w dzieciństwie robiło mi się niedobrze na sam widok kremu, więc postanowiłam go zastąpić bitą śmietaną. Zaczęłam poszukiwać przepisu na samo ciasto i wpadłam w popłoch, co 3 pytanie brzmiało: jak upiec biszkopt, który nie opadnie? błąkało mi się po głowie, żeby upiec każdy krążek oddzielnie, ale trafiłam na niesamowitą poradę, żeby po upieczeniu rzucić tortownicę z wysokości 60 cm na ziemię. uzasadnienie eksperymentu wydało się prawdopodobne, jednak podła wyobraźnia podsuwała obraz tortownicy wśród pokruszonych kafli podłogowych... osmalonego kółka na deskach... choroba, nie żal było mi tylko dywanu, i tam też tortownica w stosownym czasie wylądowała. mina męża - bezcenna. a dzieci... pożarły dekoracje z tortu, gdy wynosiłam świeczki, poustawiały swoje talerzyki grzecznie na stole i... poszły się bawić. tylko jedna sztuka wrąbała swój kawałek!
biszkopt rzucany na podłogę 5 jajek, 3/4 szkl. cukru, 3/4 szkl. mąki tortowej, 1/4 szkl. mąki ziemniaczanej białka ubić na sztywną pianę, powoli dodawać cukier i wciąż ubijając dodawać po jednym żółtku. mąki wymieszać ze sobą, przesiać i po 1 łyżce dodawać do masy jajecznej. tortownicy niczym nie smarujemy, papierem wyłożyć tylko dno (boki oddzieli się po wystudzeniu). wlać ciasto i piec 30-40 min. w 170 st.C. Po upieczeniu tortownicę wyjąć z piekarnika i energicznie rzucić na podłogę. Po czym wstawić z powrotem do uchylonego piekarnika, i tak zostawić do wystygnięcia.
Potem robi się wszystko co zwykle z tortem zwykło się robić, czyli przecina, smaruje, przekłada i dekoruje :)
niedziela, 12 grudnia 2010
śnieg za oknem to piękny widok, jednak nie na tyle żebym skusiła się wyjść na dwór, nawet po pieczywo (zwłaszcza, że i tak w piekarni świeże będzie dopiero po południu, a w sklepie jest z piątku). i wtedy pozostaje zakasać rękawy i bez zabawy z drożdżami zrobić
bułeczki śniadaniowe 450 g mąki pszennej, szczypta soli, 1 łyżeczka sody, 2 łyżeczki proszku do pieczenia, 50 g oliwy, 250 ml maślanki, 2 łyżeczki mieszanki (sezam, czarnuszka, suszony czosnek) mąkę wymieszać w misce z suchymi składnikami. wlać oliwę i rozcierać ją z mąką, jakby się robiło kruszonkę, dopiero wtedy dodać maślankę i zagnieść. ciasto rozwałkować na grubość 1-1,5 cm i pociąć nożem na ok. 20 prostokątów (można się bawić w wycinanie okręgów, lub innych kształtów). piec w 190 st. 15 min., aż się lekko zrumienią.
piątek, 15 października 2010
nad parującymi talerzami pochylała się rodzina. na twarzach ich malowało się skupienie, a dłonie wykonywały maksymalnie precyzyjne ruchy w trakcie tak skomplikowanej czynności, jak przerzucanie liści sałaty sztućcami. mógłby kto pomyśleć, że po doniesieniach prasowych, obawiają się tego co tam można by znaleźć. prawda jednak była inna, i szczęśliwie mniej bolesna. najmłodszy członek rodziny zasiadłszy pierwszy do stołu obwieścił, że jeść zielonego NIE BĘDZIE! chce tylko pomarańczowe.
surówka z rukoli 2 garści rukoli, 1 pomarańcza, na sos: 3 łyżki oliwy, 1 łyżka octu winnego, 1 łyżeczka musztardy, 1 łyżka miodu, 1 łyżeczka sosu sojowego. rukolę porwać. oczyszczoną z błonek pomarańczę podzielić na kawałki. wymieszać składniki sosu, polać surówkę. ilość surówki można cudownie rozmnożyć przez dodanie połamanej sałaty lodowej.
sobota, 09 października 2010
znowu zaczynam codziennie (no najdalej co drugi dzień) dodawać przepisy, ale najpierw zmienię szablon. zmiana owszem udała się, głownie dzięki temu, że kurs na którym jestem dostarczył mi wielu chwil, w trakcie których mogłam bezmyślnie gapić się w ekran. a że tego nie lubię to zajęłam się bardziej pożytecznymi rzeczami. a przepisy zaczęłam dodawać... do teczki, z którą na kurs uczęszczam. tylko, że skończyły się nudy...
zupa czosnkowa 1,5 l bulionu, 2 ziemniaki, 2 posiekane cebule, 2 główki czosnku, kubek słodkiej śmietanki, pieprz ziołowy, zioła prowansalskie, cukinia, szczypiorek do gorącego bulionu dodać obrane, pokrojone ziemniaki, cebule i 1 obraną główkę czosnku. gotować 20 min., zmiksować. ponownie podgrzewać i jeszcze przed zagotowaniem dodać śmietankę i przeciśnięty przez praskę czosnek. przyprawić pieprzem i ziołami prowansalskimi. cukinię pokroić na plasterki i zrumienić na oliwie. dodawać ją do zupy, a na talerzach posypywać szczypiorkiem.
sobota, 11 września 2010
ale cala zabawa z tym chlebkiem trwala chyba ze dwa lata. pare lat temu matka zakupila maszyne do pieczenia chleba. taki bialy prostopadloscian z klapka z gory, i okienkiem w niej. radosc poczatkowo byla przeogromna, zwlaszcza ze wszystkie chlebki pieknie wychodzily. z czasem jednak cos przestalo grac, czy za malo entuzjazmu, czy czegos innego, ale co i rusz wychodzily gnioty. i maszyna byla uzywana jedynie, gdy matka sie pojawiala. gdy wyprowadzajalismy sie na koniec swiata, bez zalu rodzina rozstala sie z tym sprzetem, upychajac go dyskretnie w bagazniku. mąż postanowil rozgryzc jej dzialanie, bo nie satysfakcjonowalo go dolewanie jedynie wody do gotowej mieszanki maczno-drozdzowo-polepszaczowej, ktora moza dostac bylo jedynie za nasza zachodnia granica. jednak matka w imie ulatwiania dzieciom zycia nie zaprzestala przysylania tej mieszanki. i eksperymentalnie przyslala ciabatte. nie czekajac na meza sama postanowilam zaszalec. do maszyny wsypalam mieszanke, wlalam wode, nastawilam stosowny przepis, i pieklam... i jak juz skonczyl sie czas pieczenia, odwrocilam forme do gory nogami, i zalalam caly blat i podloge goracym ciastem w postaci plynnej. jakos mnie to zniechecilo, i odstawilam reszte mieszanki do szafki. w trakcie sprzatania wypatrzylam w niej mole. mole usunelam, mieszanke zostawilam do celow testowych. po prawie dwoch latach matka uszczesliwila mnie kolejna paczka ciabatty. i odtad staly sobie razem, az do wczoraj. maz postanowil przeprowadzic eksperyment. ja bylam przeciwna. kompromisem mialo byc wymieszanie ciasta w maszynie, a pieczenie w zwyklym piekarniku. ladnie wyroslo, i nie bylo plynne, czyli podejrzewam siebie o kleske tamtej proby. chyba dolalam wody na 1 kg maki, a wsypalam jej polowe... jak juz maz przystosowal sobie blache do pieczenia, to zamiast rozwalkowac ciasto na rowny placek, to porwal je na kawalki i wylepil nimi dno. delikatnie rzecz biorac nierowno mu to ciasto roslo. brzegi w gore, na srodku zakalec. upieklismy tyle ile przepis podpowiadal. i bylo prawie, prawie. oprocz zakalca na srodku, i zakalcowatych grudek w roznym miejscu wyszlo gut. na przyszlosc trzeba rozwalkowac na wieksza blache, znacznie wieksza blache. zastanawialam sie skad te grudki. maz stwierdzil, ze po swoch latach rozne rzeczy mogly z mieszanka sie stac, no a przede wszystkim MOLE mogly sie ciastem OBLEPIC i NIEDOPIEC!!! nie wpadl na pomysl przesiania mieszanki, a ja jakos stracilam ochote na dalsza konsumpcje...
janiolka, poniedziałek, 27 września 2004
czwartek, 02 września 2010
Bądź cicho, i idz piec te ciabatte. CICHO! Co za brudna blacha, mokra i się lepi. Która blache chcesz uzyc?! No te co ostatnio, ale papierkiem wyloze. Która? Ta. Acha, ale czemu ona jest zardzewiala? Wcale nie jest zardzewiala, to jej naturalny kolor. Dobra idz już, i bądź cicho. Kochanie, ale nie mamy pergaminu. Jest w szafce nad przetworami. Ale super!!! Jak palec terminatora się wysuwa. Ciekawe, czy wejdzie ci w glowe? Precz, bo cie walne dlugopisem. Auuuaaa, walnelas mnie w palec!!! To jakby trzy razy. Walne cie papierem. Raz, dwa, trzy. Won i cicho. Probuje pracowac... Taa, cicho, i cicho, i cicho! Bo przeszkadzam.
janiolka, niedziela, 26 września 2004 , kuchennie
sobota, 28 sierpnia 2010
zaskoczona byłam drugiego dnia, gdy po odgrzaniu w piekarniku okazało się, że zapiekanka jest jeszcze lepsza
zapiekanka z ziemniaków i cukinii 80 dkg ziemniaków, 25 dkg cukinii, duży ząbek czosnku, szkl. kremówki, 4 jajka, 20 dkg sera żółtego, masło do wysmarowania formy, bułka tarta, sól, pieprz obrane ziemniaki cieniutko kroimy w plasterki. tak samo cukinię. roztrzepane jajka mieszamy z kremówką, czosnkiem, przyprawiamy solą i pieprzem i mieszamy z ziemniakami i cukinią. ser tarkujemy na dużych oczkach. 2/3 dodajemy do ziemniaków. naczynie do zapiekania smarujemy masłem, wysypujemy bułką tartą. wykładamy masę i wierzch posypujemy 1/3 sera. początkowo pieczemy przykryte w 180 st.C. przez 30 min., na następne 30 odkrywamy, żeby mogło się zrumienić.
|