miny szefa - to kolejna fraza ze statystyk. ale przypomniała mi się z zupełnie innego względu. kiedyś dyskutowaliśmy o kuchni i preferencjach kulinarnych tubylców, w kontekście otwierania jakiejś jadłodajni. marzę o założeniu paszteciarni, ale ani teraz, ani w tym miejscu, czyli mam jakieś piękne marzenie, które wcale nie musi być zrealizowane. to taka mała dygresja była, i wracam do dyskusji z szefem. zastanawialiśmy się, jak to możliwe, że w obrębie 500 metrów są ze 4, albo 5 pizzerii, i dlaczego ludzie jak mówią o włoskim jedzeniu to mają jedynie pizzę lub makaron na myśli. przyznam się, że wcale nie się nie dziwię, gdy ktoś deklaruje miłość do makaronu, bo sama go darzę uczuciem gorącym. i w imię tego nawet ograniczyłabym włochów do produkcji tego makaronu ;) szef wówczas powiedział mi, że podróżując kiedyś po tym kraju odkrył, że kuchnia północy jest bardzo mięsna. nie sprawdziłam dotąd tego, ale wertując co i rusz do poduszki kuchnię włoską, którą otrzymałam pod choinkę, stwierdzam, że fizycznie się nie da włochów w żaden sposób ograniczyć do tego makaronu.
dziś znalazłam przepis z serii "u dobrej gospodyni nic się nie marnuje", a dotyczył wykorzystania mięsa z rosołu. no i mimo swej prostoty znów zostałam zaskoczona smakiem :)
gotowana wołowina w sosie z porów i pomidorów
500 g gotowanej wołowiny, 4 łyżki oliwy, 4 pory pokrojone w plasterki*, 3/4 szkl. bulionu wołowego, 350 g pomidorów obranych ze skórki i pokrojonych, sól, pieprz czarny
pory wrzuć na patelnię z rozgrzaną oliwą i podsmaż przez kilka minut. następnie dodaj bulion, patelnię częściowo przykryj i gotuj wszystko aż bulion prawie cały odparuje. mięso pokój na małe kawałki i dodaj wraz z pomidorami do porów. gotuj tyle żeby mięso się rozpadło na kawałeczki (ok. 20 min.)
* ponoć klasyczna wersja zakłada użycie zamiast porów cebuli białej lub czerwonej. ja dziś użyłam białej, bo mam jakąś zaćmę na umyśle od wczoraj i ciągle coś zapominam kupić.
janiolka, środa, 05 listopada 2008